Inauguracyjna kolejka VI edycji Szczecińskiej Ligi Squasha była wyjątkowa pod wieloma względami.
Po pierwsze po miesięcznej przerwie wracamy do rozgrywek, po drugie przywitaliśmy nowych graczy, którzy sprawili na kortach wiele niespodzianek, po trzecie równocześnie z SLS rozpoczęliśmy I edycję Interaktywnej Ligi Strzeleckiej, a po czwarte i najważniejsze tym wydarzeniom towarzyszyła zbiórka odzieży dla Dzieci z Domów Dziecka. W tą deszczową niedzielę 22 stycznia nie zawiedli zawodnicy i nie zawiedli dobrzy ludzie, którzy licznie przybywali do klubu, żeby zostawić coś dla Dzieciaków.
Zacznijmy od początku.
Na starcie siedem grup męskich i jedna grupa damska, ze względu na ferie zimowe i Dzień Dziadka w nieco okrojonym składzie. Łącznie blisko pięćdziesięciu zawodników stanęło na parkietach Squash Club, by pokazać na co ich stać i to nie jeden raz.
Od godziny 10:00 przez ponad dwie godziny o awans walczyli gracze z grupy siódmej i szóstej, a wśród nich aż trzech debiutantów: Marek Różewicki, Paweł Hofsoe i Robert Dziedzic (gr.7), do rozgrywek powrócił w przepięknym stylu Jan Stasiak, a urodzinowe pierwsze punkty zdobył Piotrek Mielczarek. Zwycięską rękę miał dzisiaj Marek, który pewnie zajął pierwszą pozycję w grupie. Z numerem dwa i awansem również Janek Stasiak – nasz squashowy szermierz pierwszej kolejki. Na miejscu trzecim urodzinowym krokiem wszedł Piotruś Mielczarek. Kolejne lokaty dla Pawła i Roberta, którzy szybko zrozumieli o co w tej zabawie chodzi i za dwa tygodnie na pewno będą stawiali zdecydowany opór przeciwnikom.
W grupie 6 adrenaliny nie brakowało. Zadziwiające zwroty akcji, budowanie napięcia i niekiedy groźby, kiedy nie pomagały prośby. Wszystko za sprawą młodego, gniewnego „małżeństwa” czyli Wojtka Zawarskiego i Konrada Zaremby i towarzyszy tego spektaklu, w których udział wzięli: Jakub Jadczuk – główny prowokator, Bartek Stankiewicz – mistrz zamieszania, kolega J.J, Pan Futrzasty – czyli Piotr Mikłasz jako nieugięty i nieustraszony, Tazz , oraz Przemek Korytkowski – w roli atakującego rakietą wszystkiego co pod ręką : piłkę, ścianę i przeciwników również. Na awans mieli ochotę wszyscy. Motywacja: nie wstawać na 10, spać do 12:30. Tacy to z nich sportowcy. Kiedy weszli na korty, okazało się że ambicje są dużo większe niż łóżko. O sprawiedliwość dla „emerytów” głośno walczył Kuba i Bartek, młode „Małżeństwo” (Konrad i Wojtek), również nie dawali za wygraną, a podczas meczów Futrzastego można było oglądać błyskawiczne piruety wokół przeciwników – robił to lepiej niż Tazz w Looney Tunes Warnera Brosa. Efekt końcowy był taki: w efektownym stylu awans z pierwszej pozycji wywalczył Pan Futrzasty – czyli Piotr Mikłasz! Z dwójeczką Przemek Korytkowski, trzeci Wojtek Zawarski a na kolejnych pozycjach Jakub Jadczuk, Bartek Stankiewicz i Konrad Zaremba.
Jeszcze nie opadły emocje po 6 i 7 grupie, kiedy na korty wkroczyło „TYCH SIEDMIU”.
Skład grupy 5 iście przebojowy. Pięciu nie takich „starych” parkietowych wyjadaczy i dwóch debiutantów SLS, których serdecznie witamy w naszej bajce: Grigoris Ikonomu oraz Radek Kanarek. Mecze były bardzo wyrównane i w większości trzy setowe. Do ostatniej piłki o awans walczyło trzech zawodników: Krystian Dior Karwatowicz, Grigoris Ikonomu oraz Piotr Przybyciński. Z sumą 5 zwycięstw numero uno Grigoris Ikonomu, z dwójeczką Krystian Dior Karwatowicz, trzeci Piotr Przybyciński, na kolejnych miejscach Radek Kanarek, Marcin Kiezik, Tomek Kolanek i Michał Stachura.
Show must go on … a jak must to must … na kortach od 15:00 galeria osobowości, czyli grupy 3 i 4, a wśród nich: Jacek Szukalski, Przemek Ciesielczyk, Radek Cieśluk, Mateusz Ptak, Piotr Sibilski, Łukasz Myszel, Krzsiu Romański oraz Przemek Wilga, Michał Gryczka, Maciek Andruch, Tomek Peszko, Grzesiu Etynkowski i Krzysiu Zajdel. Tego co pokazali nam Panowie w niedzielne popołudnie nie da się opisać w kilku zdaniach. Musielibyśmy stworzyć osobny rozdział przeznaczony specjalnie dla nich. W grupie 4 śmiechu było co niemiara a wszystko za sprawą błyskawicznego Krzysztofa Romańskiego, który tego dnia postanowił swoje mecze rozegrać w ekspresowym tempie. I tak jak ekspresowo grał tak ekspresowo do nas powrócił prosto w ręce Władimira. Jednak bez względu na pozycję, Krzysiu przyczynił się do bardzo ważnego wydarzenia w życiu Przemka Ciesielczyka, zaliczając z nim „pierwszy raz” w tym roku - na korcie. Niestety był to jeden z tych razów, które bolą, bo Przemo mecz przegrał. Niesamowicie skoczny i pobudzony był dzisiaj Słodki Radek, który prezentował przepiękny styl gry, ubioru, mimiki twarzy i generalnie wszystkiego co robił… , a robił to tak, że grupę wygrał. Po piętach deptał Radkowi Piotrek Sibilski i Krzysiu Romański, jednak różnica setów zadecydowała o awansie dla Piotrka.
W grupie 3 siedmiu zawodników i aż czterech do ostatniego seta walczyło o awans. Tomek Peszko, Grzesiu Etynkowski, Krzysiu Zajdel i Grzegorz Moskal. Do ostatniego meczu nie było wiadomo, który z Panów pojawi się za dwa tygodnie w grupie drugiej. Szala zwycięstwa jednak się przechyliła i z sumą pięciu wygranych meczów do grupy drugiej wędruje Krzysiu Zajdel i Tomek Peszko. Na miejscu trzecim Grzesiek Moskal, następnie Grzesiu Etynkowski, Maciek Andruch, Przemek Wilga i Michał Gryczka.
Spoglądając na skład grupy 2 można postawić pytanie: gdzie ci squashyści, prawdziwi tacy…. Większość wykorzystując okres ferii zimowych wyjechała na narty i w ten sposób w składzie grupy drugiej mogliśmy oglądać trzech tenisistów, koszykarza i dwóch squashystów. Mecze były tak zacięte, że na kortach pozostawały litry potu, utrata oddechu była normą, a zwycięscy nie można było jednoznacznie wskazać. Po długich meczach z numerem jeden Michał Kurek, z numerem dwa Artur Mozolewski, następnie Michał Podleśny, Radek Szukalski, Wojtek Górecki i Piotr Gutowski.
Wieczorową porą przyszedł czas na grupę PRO. Skład niekompletny ale równie ciekawy. Na parkiecie spotkali się Grzegorz Gajewski, Remi Mierzicki, Piotr Chomicki, Mariusz Wiktorczyk i Peter Robb. Mecze chłopaków aż chce się oglądać, bo z ligi na ligę pokazują coraz bardziej efektowne zagrania, budowanie akcji a przede wszystkim napięcia u widowni mają opanowane do perfekcji. O 22.30 wszystko było już jasne: Grzesiek Gajewski, Piotr Chomicki, Remi Mierzicki, Mariusz Wiktorczyk i Peter Robb.
Nie zapominajmy o naszych Paniach, które również rozpoczęły rywalizację. Niewątpliwie groźną postacią i dużą niespodzianką była Marta Krzyżelewska, która pokonała Siostry Berezy – co prawda Dorotę potraktowała czule rakietą, pozostawiając jej ślad ramy na udzie ale czego się nie robi dla zwycięstwa. Z numerem jeden pierwszej kolejki Joanna Komsa, druga Marta Krzyżelewska, następnie Dorota Bereza i Ania Bereza.
O 23:00 brawa ucichły, kurtyna opadła i światła na kortach zostały zgaszone a pierogi zniknęły z talerzy …to znak, że pierwsza kolejka VI edycji Szczecińskiej Ligi Squasha została zakończona. Gratulujemy wszystkim dobrych występów, mobilizujcie się i zbierajcie siły, bo następna kolejka już za dwa tygodnie 5 lutego!!!
Dziękujemy wszystkim, którzy poświęcili swój czas, aby wesprzeć Dzieci z Domów dziecka, przynosząc do nas ubrania i zabawki. Wszystkie rzeczy przekażemy do Rodzinnego Domu Dziecka nr 4 w Szczecinie oraz Domu Dziecka w Tanowie.
Do zobaczenia za dwa tygodnie!
Kłania się nisko
Squash Team